wtorek, 2 kwietnia 2019

Mój Kościół

Kościół, wspólnota ludzi wierzących w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Kościół to wiele członków mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa. Kościół to ludzie. Kościół to również ja.
Każdy z nas przynajmniej raz w swoim życiu zetknął się z Kościołem Rzymskokatolickim. Może było to spotkanie bez emocji pozbawione jakiegoś wielkiego uczucia. A być może było to spotkanie pełne miłości, relacji przyjaźni z Jezusem. Te ostatnie brzmi pięknie i wzniośle. Nie oszukujmy się o Kościele dzisiaj mówi się źle albo wcale. Mało słyszy się dobrych słów. Świat przybrał dziś narrację nastawioną na atak. Najlepiej atakuje się tych którzy bronić się nie mogą, gdyż Ci atakujący zasłaniają się odziwo słowami Ewangelii o nadstawianiu drugiego policzka. A co jeśli te policzki są już tak obtluczone i opuchnięte, że nie mogą przyjąć kolejnego ciosu?
Kościół, założony przez cieślę z Nazaretu trwa ponad 2000 tysiące lat. Wielu chciało Go zniszczyć, wielu z Nim walczyło a on jest i będzie, bo taką zapowiedź dał Jezus Chrystus.
XXI wiek stał się czasem zażartego ataku i walki z tymi którzy Kościół reprezentują a mianowicie księżmi. Ci wybrani i powołani przez Chrystusa ludzie są zwykłymi prostymi chłopakami na których biskup podczas święceń położył ręce i przekazał im władze wynikającą z Bożego posłania. Zanim to się stanie muszą przejść przez 6 lat formacji w seminarium duchownym.
Cztery i pół roku. Tyle trwała moja przygoda pod tytułem studia w WSD. Jeden z kolegów dziś diakon Kościoła Katolickiego śmiał się, że ten skrut to wyższa szkoła dziennikarstwa. Wyższe Seminarium Duchowne, to uczelnia w której kształcą się przyszli kapłani.
Z własnego doświadczenia wiem, że jest to droga kształtowania swojego ducha, psychiki a nade wszystko człowieczeństwa i relacji z Jezusem.
Sześć lat nauki, sześć lat modlitwy, sześć lat rozwoju i sześć lat na decyzję czy chce iść za Jezusem i służyć Mu i ludziom w Kościele. Nie jest to czas sielanki, jest to czas wypełniony myśleniem czy chce. Niektórzy są i zostają, a niektórzy tak jak ja odchodzą i żyją. Jedni w zgodzie z Bogiem, drudzy odchodzą całkowicie od Kościoła, obrażeni na Boga, bo oni nie zostali, nie stali się kapłanami. W seminarium jest się pod opieką przełożonych. Stoją na straży tego aby do święceń doszli Ci którzy w ich rozeznaniu nadają się do pracy w Kościele. Niestety zdarzają się przypadki iż wyswiecani są ludzie którzy księżmi być nie powinni. Pytanie gdzie i kto popełnił błąd? Przede wszystkim ten, który podjął decyzję aby przyjąć święcenia. Później Ci którzy zgodzili się na nią. 
Rozeznanie nie jest łatwe. 
Każdy może popełnić błąd. Cierpią później na tym ludzie, cierpi na tym Kościół i cierpi ta osoba, która została księdzem nie będąc w zgodzie z samym sobą i swoim sumieniem.
Odeszedłem z seminarium będąc na 5 roku czyli na półmetku drogi. Wielu mówiło mi, żebym się zastanowił, żebym pomyślał. Drudzy chwalili i gratulowali odwagi. Bo tej odwagi wielu osobom brakuje. Wiedziałem, że muszę wybrać. Miłość do Boga i służba mu jako kapłan. Albo miłość do kobiety i bycie wierzącym w Boga w zgodzie swojego sumienia. Wybrałem miłość do kobiety, dzięki której jestem szczęśliwy i którą kocham. 
Decyzja o odejściu nie była łatwa. Stałem na skrzyżowaniu dróg bardzo długo. Nie wiedziałem gdzie iść. Nikomu też nie mówiłem o swoim zakochaniu, oprócz wtedy dziewczynie a teraz żonie. Ona nie naciskała na mnie. Czekała, kochała i cierpiała, kiedy nie mogliśmy się przytulić pocałować czy trzymać się za rękę idąc ulicą. 
Kiedy podjąłem decyzję o odejściu, ona dowiedziała się jako pierwsza. Później była rodzina, przełożeni, koledzy w seminarium i cała diecezja. Niestety rodzina na początku nie akceptowała mojej decyzji. Prawdziwi przyjaciele wyrazili wsparcie i pomoc. Koledzy z seminarium hmmm jednych już wymieniłem drudzy przyczynili się do tego aby cała diecezja miała o czym gadać. 
Wieść rozeszła się szybko a z nią zrodziły się plotki począwszy o ciąży mojej dziewczyny, o tym, że gdzieś tam już pracuje, że wyjeżdżamy za granicę i mógłbym wymieniać więcej. 
Taki stan rzeczy gadania o nas trwał 9 miesięcy, długo, myślę, że ten proceder trwa nadal. Dziś jest to nie ważne. 
W tym okresie zobaczyłem na kogo mogłem liczyć. Ale dziś nie o tym. 
Jak widać po odejściu miałem spore i dobre argumenty aby zacząć pluć i gadać na Kościół jaki on jest zły, paskudny przesiąkniety złem. Dlaczego tego nie zrobiłem? Dlatego, że doświadczyłem wiele dobrego od Kościoła, od ludzi go tworzących. Owszem zdążyło mi się powiedzieć, że coś mi się nie podoba, że coś mnie irytuje. Mam takie prawo, aby wydać subiektywną opinie. Najważniejsze jednak jest to aby w wydawaniu osądu używać mózgu. Co z tego gdybym atakował,na prawo i lewo gadał, że czarni są źli, a była by to nieprawda. Osądy są łatwe, zwłaszcza te bez podstawne. 
Pedofilia wśród księży, temat rzeka w mediach, internecie i rodzinnych obiadach. Zjawisko niedopuszczalne. Powinno być karane na wszelkie możliwe sposoby. 
Według prawa  polskiego czyn pedofilski dotyczy osób, które nie ukończyły 15 roku życia. Kościół zaś podniósł ten wiek do 18 roku życia. Dotego dochodzi oczywiście, życie w czystości seksualnej, do której wezwani są kapłani, oraz ludzie wierzący. Ksiądz nie równa się pedofil. Idąc tokiem myślenia pewnych osób, osoby które kończą seminarium, stają się pedofilami. Nie. Tak nie jest. Pedofila jest to zaburzenie sfery psychicznej oraz seksualnej człowieka. Dotyka ona wiele osób zarówno mężczyzn jak i kobiet. 
Nie chce i nie będę bronił tych którzy dokonali choćby próby stosunku z dzieckiem, próby jakiś propozycji. Należy im się kara adekwatna do czynu. 
Jak wcześniej wspomniałem nad kandydatami do święceń stoją przełożeni. Oni decydują o losie kleryka. Czy zatem formacja jest źle prowadzona? Nie. Każdy z kleryków jest inny i każdy z nich ma swoje sumienie. Zatem to owy kandydat w smoim sumieniu przyjmuje to czego się go uczy, albo zamyka się na słowo tych mądrych, i maskuje się aby dopchać się do święceń. Każdy odpowie za swoje czyny. Czy tu na ziemi, czy tam przed Bogiem. 
A więc jaki jest mój Kościół? 
Poraniony, zraniony, a z drugiej strony wypełniony Bożą miłością, dobrem. Mój Kościół jest Chrystusem, który został nie słusznie oskarżony, Chrystusem który był biczowany, Chrystusem który upadając pod krzyżem powstawał trzy razy, Chrystusem, który przebaczył oprawcom, Chrystusem który umarł i powstał z martwych. Kościół jest darem od Boga. Jest ostoją w trudnych chwilach mojego życia. Mój Kościół to poczucie bezpieczeństwa i nauczyciel pokory. Mój Kościół to pani która siedzi w pierwszej ławce i fałszuje. Mój Kościół to młodzież, która dopiero poznaje Jezusa. A przede wszystkim Mój Kościół to Jezus Chrystus, który obiecał mi, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła. Mój Kościół to Jezus mówiący mi o swojej miłości do mnie. Mój Kościół to Ciało i Krew Chrystusa. Mój Kościół to moi przyjaciele. Mój Kościół to dobro.   Ecclesia Mater est.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz