poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Takie tam

Mimo brzydkiej pogody za oknem , Król królestwa Andów był w dobrym humorze. Ostatnimi czasem rozszerzył terytorium swojego panowania. Jego ziemie sięgały teraz, ąż pod Czarny Las. Jak mówią starte legendy, za lasem jest już tylko granica świata i dzicy ludzie.
Z okna północnej wierzy rozciągał się widok niemal na ca całe królestwo.
Król Andemał Pierwszy tego imienia z rodu Moratów, mimo swojego młodego wieku osiągnął więcej niż jego poprzednicy.  Jednak sam nie stworzył potęgi królestwa. Miał wiele doradców, którzy czuwali nad tym aby nie popełniał głupich błędów. Jednak doradcy nie zawsze mogę podpowiadać królowi. Czasem jest już za późno na działanie, a konsekwencje czynów można odczuwać latami.
-Mój Panie, czy możemy porozmawiać na osobności?- zapytał jego główny doradca Wielki Mistrz Urlig .
- Nie mam, żadnych tajemnic przed resztą moich doradców. O czym chcesz ze mną rozmawiać?
- O twoim nie ślubnym synu.
-Jak śmiesz-krzyknął król wyjmując miecz z pochwy.
-Panie nie chciałem cię zdenerwować- były to ostatnie słowa wielkiego Mistrza. Król odciął jednym cięciem głowę swojego doradcy. Z tętnicy szyjnej zaczęła pluskać krew, jej stróżka spływała po ostrzu miecza. Król wziął głowę doradcy i rzucił na stół mówiąc z wściekłością- Każdy kto wspomni o bękarcie skończy jak Urlig. Zabrać to coś stąd, i spalić na stosie. Na co się gapicie won stąd- krzyknął Andemał.
            Za wielką rzeką znajdował się Wielki Dwór Magnatów. Opiekę nad majątkiem pełnił ród Galjandów. Był to najstarszy ród w całym Królestwie. Jak mówi legenda to właśnie z tego herbu wywodził się legendarny król Hildegard Wielki. Jego grób znajduje się właśnie w Wielkim Dworze. Od tamtego czasu nikt z Gajlandów nie był królem.
Książę Damicjan Gajland był przyjacielem poprzedniego Króla Rynina. Obaj brali udział w Wielkiej Wojnie, która trwała prawie dziesięć lat. Damicjan uratował życie dla króla, za co ten wynagrodził go tytułem książęcym .
Gajlandowie od tamtej pory stoją na straży granicy północnej Królestwa.
-Tato, kiedy pojedziemy do Króla Andemała?- spytał syn księcia Brick
- Nadchodzą ciężkie czasy. Musimy pilnować granicy. Spójrz, za tamtą górą mieszkają plemiona które nie znają żądnych zasad. Czekają tylko na moment aby zaatakować. Gdy się wszystko uspokoi to odwiedzimy Króla masz moje słowo.
Od dwóch lat Damicjan jest wdowcem. Jego żona zmarła na krwotok. Jeden z pijanych rycerzy chorągwi jej ojca zranił ją sztyletem kiedy odciągała go od młodej dziewczyny, którą gwałcił. Rycerz został zabity, a jego rodzinę pozbawiono całego dobytku i skazano na wygnanie.
Gal jak mówił do niego Król Rynin miał do dyspozycji prawie dziesięć tysięcy rycerzy: 3 tysiące konnych, 1500 łuczników i prawie 5 tysięcy pieszych. Jednak armia jest porozrzucana po całym terenie Wielkiego Dwory Magnatów.
-Mój Panie, przyleciał Silaks ze stolicy- powiedział mistrz Rycell
-Co słychać u naszego przyjaciela króla?
-Mam smutną wiadomośc. Wielki Mistrz Urlig nie żyje.
-Jak to ? Przecież był zdrów i miał się dobrze.
-Król odciął mu głowę, przed śmiercią rozgniewał króla wspominając o jego bękarcie.
-Straszna rzecz. Król był wyczulony na tym punkcie , ale żeby zabijać Mistrza. No cóż król jest najwyższym sędzią miał prawo do tego. Przygotuj pismo do króla w którym napiszesz o tym, że dzicy zaczęli się przemieszczać. Nie wspominaj mu że zaginęła grupka moich rycerzy.
-Nadchodzą ciężkie czasy mój Panie.
-Będziemy musieli się im przeciwstawić.
            -Ruszać się ruszać-krzyczał Gaplin.
-Nie mamy już siły –odpowiedział mu jeden z kadetów.
-Gówno mnie o obchodzi, Dzicy nie będą się Ciebie pytać czy masz siłę. Bierz broń i walcz.
Gaplin zajmował się szkoleniem rekrutów do straży królewskiej . Był młodszym bratem Damicjana. W odróżnieniu od swojego brata wybrał służbę na dworze królewskim. Jednak nie darzy on Króla jakąś wielką miłością. W jego sercu jest drzazga, której nie da się już wyciągnąć. Król również nie darzy go sympatią. Jednakże , umiejętności Gaplina idą przed nim, a król potrafi docenić dobrych rycerzy.
Po śmierci Wielkiego Mistrza , Gaplin poczuł ze może postarać się o ten urząd. Chciał udowodnić że może być tak jak jego wielcy przodkowie. Na jego nie korzyść przemawiał jego zatarg z królem, który trwał już od trzech lat a jego końcowi nie było końca.
- Widzę, że strasznie męczysz chłopaków- odezwał się Król schodząc z balkonu.
-Mój Panie taki jest mój obowiązek.-odpowiedział Gaplin.
-Doszły mnie słuchy, że chcesz zostać Wielkim Mistrzem. Prawdę mówiąc przydałbyś mi się wśród moich doradców. Urlig był dobrym doradcą, jednak czasami się zapominał . Nie lubię jak ktoś wchodzi mi w drogę, Z resztą sam się już o tym przekonałeś.
-Tak jest mój panie. Blizna, którą noszę na mojej twarzy nieustannie mi o tym przypomina.
-Twój brat Damicjan przysłał mi pismo, w którym twierdzi ,że zagrażają nam Dzicy, co o tym sądzisz?
-Mój starszy brat lubi przesadzać. Jednak jeśli chodzi o sprawy wosjkowe czy polityczne, to jeszcze nigdy się ni pomylił. Moi ludzie znaleźli w czarnym lesie ślady po obozowisku.
-Czy grozi nam wojna?
-Być może, jednak mamy ogromne siły i będziemy mogli się długo bronić.
-Trzymaj od dziś jesteś Wielkim Mistrzem. Nie zmarnuj swojej szansy. Król rzucił mu sztylet Mistrza i odznakę z herbem króla.
-Dziękuję , mój panie, Obiecuje Ci że Cię nie zawiodę.
-Mam nadzieję. Inaczej skończysz jak Orlig.
Muszę pojechać do mojego brata pomyślał idąc do swojej komnaty.
            Służba w czarnym Lesie , nie należała i nigdy nie była rzeczą przyjemną., Las rozciągał się niemal od granicy Królestwa aż do kresu Świata. Jedynymi  punktami gdzie można było spotkać ludzi były strażnice Wojsk Króla. Kiedyś było ich ponad dwadzieścia. Dziś jest ich tylko pięć. Najdalej wysuniętą w głąb lasu jest strażnica o nazwie Reiland nazwaną na cześć jednego z dawnych lordów , Królestwa, który wybudował kilka grodów na tej ziemi. Właśnie w Reiland znajdowała się największa grupa żołnierzy pod dowództwem Lorda Baldwajna z rodu Larisów. Dla swoich podopiecznych jest jak rodzony ojciec. Wielu ze służących w czarnym Lesie nie zna swoich rodziców czy też odbywają swoje wyroki.
Oprócz Baldwajna pieczę nad strażnicą pełni były chorąży króla Sir Michael Esteban. W odróżnieniu od Baldwajna gardzi wszystkimi, którzy pełnią służbę w Reiland. Jego surowość i arogancje najbardziej odczuwa królewski bękart Aaron.
Nieślubny potomek króla trafił do Lasu gdy był jeszcze dzieckiem. Zajęła się nim kobieta wygnana z królestwa za uprawianie magii. Aaron wiedział kim jest jego ojciec. Jego matka została zabita zaraz po porodzie. Król nie chciał aby rościła jakieś pretensje do jego osoby. Owszem, król wziął bękarta pod swój dach jednak oszukał swoją żonę mówiąc jej , że znalazł Aarona podczas jednej z wypraw na teren Dzikich plemion.
Gdy Aaron wzrastał stawał się coraz bardziej podobny do swojego ojca. Król bał się że jego tajemnica się wyda, więc pewnej nocy zabrał swojego bękarta na polowanie. Pojechali w stronę Czarnego Lasu.
Gdy dojechali na miejsce , król zabrał kuca dziecka i nakazał na niego czekać.
Minęły dwa dni zanim król wrócił do zamku. Wrócił sam. Był cały zakrwawiony i zapłakany. Wszyscy uwierzyli w jego historie o walce z dzikimi i śmierci Aarona, który został trafiony płonącą strzałą. W królestwie ogłoszono żałobę. Prowizoryczny pochówek chłopca odbył się w królewski grobowcu. Kamieniarze stworzyli pomnik chłopca a król wydał oświadczenie w którym napisał że zmarłego chłopca uznał za swojego syna.
Jednak po roku od tych wydarzeń do króla doszła wiadomość ,że znaleziono chłopca w czarnym Lesie.  Król nie czekając na rady swoich pomocników wysłał Wielkiego Mistrza Urliga do Reiland. Po trzech tygodniach Urlig powrócił ze złymi wieściami dla Króla.
- Mój  Panie, mam złą wiadomość.. Twój syn Aaron przeżył i ma się dobrze. Jest bardzo podobny do Ciebie.
-Jak on mógł przeżyć ? To nie możliwe.
-Jakiś rycerz ,który miał wtedy wartę znalazł leżącego chłopca . Był już blisko śmierci. Zabrał go do Reilandi dał go pod opiękę pewnej kobiety.
-Czy chłopiec jest aż tak do mnie podobny?
-Tak, mój panie.
-Musimy coś z tym zrobić- Doradcy króla wiedzieli o bękarcie i o planach zabicia go przez króla.- Wyślij do Reiland rozkaz w którym napiszesz: „ Jego miłość Andemał Pierwszy tego imienia z rodu Moratów, mianuje chłopca rycerzem i na daje mu tytuł chorążego chorągwi królewskiej, a jego opiekunce zawieszam wyrok i daje jej wolność. Rozkaz wchodzi w życie z dniem podpisania”
-Nie boisz się mój panie, że ktoś go rozpozna?
- Gdy ktoś go rozpozna to będę się martwił. Na jakiś czas mamy z nim spokój. Dodaj do rozkazu , że rycerzem ma zostać po uzyskaniu pełnoletniości. A gdy ją osiągnie znaleźć i zabić jego opiekunkę. Niech nacieszy się wolnością.
- Stanie się tak jak chcesz.
Gdy Aaron dorósł poznał historię swojego pochodzenia, całkiem przypadkiem. Wszyscy rycerze w Reiland wiedzieli kim jest. Jednak każdy bał się o tym głośno mówić, wyłączając z tego grona Sir Estebana. Podczas jednego z treningów , wykrzyczał Aaronowi całą prawdę o nim.  Od tamtego czasu był tępiony przez Estebana i jego ludzi.
Oprócz podobieństwa wyglądu odziedziczył po ojcu umiejętności władania bronią. Był jednym z najlepszych rycerzy. Szybko zyskał poparcie Baldwajna i dostał pod swoje skrzydła mały oddział strażników , którzy pilnowali wyjścia od strony północnej Reiland.
Aaron miał paru kolegów , lecz jedynie z niskim Sylinem rozmawiał o wszystkim.
-Pamiętasz jak jest na dworze królewskim?- spytał kiedyś Sylin.
- Nie pamiętam, z resztą nie chcę rozmawiać o królu i królestwie.
-Dlaczego?
- Nie chcę to nie chcę, bierz się za łuk i jazda na wieżę.
Aaron czuł żal do swojego ojca. Nie dość że zabił jego matkę i to i jego chciał się pozbyć. Wiedział ,że nadał mu tytuł rycerza. Wielki akt łaski pomyślał. W gruncie rzeczy to król pozbył się go. Może nie zabił go cieleśnie, ale wydając rozkaz o nadaniu mu tytułu skazał go na śmierć. W akcie nadania drobnym druczkiem było napisane że do końca życia Aaron nie mógł opuścić Reiland. Ten zapis był jak wyrok śmierci tylko, odwleczony w czasie.
            - Jesteś najlepszą z dziewek jaką kiedykolwiek miałem , nadawałabyś się na moją żonę- zaśmiał się Lord Eagel Hanister , zakładając swoje spodnie.
-Mój panie , a ty byłeś moim najlepszym klientem- odpowiedziała z pokorą młoda dziewczyna. Miała miej więcej szesnaście lat.
- I zarazem ostatnim- odrzekł Eegel wbijając sztylet między jędrnymi piersiami dziewki.
Wychodząc z burdelu zauważył, że jeden ze strażników miejskich dobiera się do jakiejś wieśniaczki. Kiedyś dołączył by się do strażnika, teraz kiedy został mianowany szefem zbrojnych miasta musiał zareagować.
- Rycerzu, zaprzestań tego co robisz- powiedział z akcentem rozkazu w głosie.
-Mój panie, to nie tak jak myślisz, to ona chciała abym ją wziął- wydusił z siebie strażnik.
-Nie wiem jak było , ale masz przeprosić tą niewiastę i to natychmiast. Czy nic pani nie zrobił?- zapytał się z taką czułością jakiej by sam bo sobie się nie spodziewał.
-Dobierał się do mnie , mam świadków- powiedziała dziewczyna ze strachem w głosie.
-Mogę zapewnić czcigodną, że ten mężczyzna nie zrobi już żadnej kobiecie krzywdy.
-Dziękuje Panie- odpowiedziała dziewczyna odchodząc biegiem.
- Lordzie Eegelu , to nie tak, nie chciałem jej nic zrobić- zaczął się tłumaczyć młody strażnik.
- Mój drogi, doskonale Cię rozumiem. Widzisz kiedy byłem w twoim wieku, muszę przyznać , że było to dość dawno. Sam nie raz miałem problemy z tymi wieśniaczkami. Są trochę nie zadbane, ale mają w sobie to coś. W ich myśleniu każdy mężczyzna w mieście z zwłaszcza w zbroi , chce je zgwałcić. Szukają one sposobności , do tego aby się jakiemuś głodnemu doznań mężczyźnie się nadstawić. Później oczywiście oskarżają go o niewiadomo co. Takie już są i na to się już nie poradzi. Mam dobrą radę dla ciebie. Jak będziesz chciał się zabawić to idź do burdelu, poszukaj sobie jakiejś dziwki, najlepiej takiej która nigdy nie zaznała mężczyzny, wykorzystaj ją do maksimum jej możliwości i zostaw.
-Czyli że nie spotka mnie żadna kara?- zapytał zdziwiony strażnik.
- Ile masz lat jeśli mogę spytać?
- Dwadzieścia dwa , mój lordzie.
-Tym razem cię nie ukażę, ale jeśli następnym razem zobaczę jak dobierasz się na ulicy do wieśniaczki , to odetnę twoją męskość i spalę przy wszystkich mężczyznach Myrgious.
-Obiecuję poprawę-odparł strażnik
Ach kiedyś byłem jak on pomyślał w duchu lord Eegel. Zanim został Lordem , był zwykłym szarym strażnikiem. Nie było dla niego żadnych perspektyw. Król Rynin nie przepadał za młodym krnąbrnym i wścibskim strażnikiem. Kiedyś nawet zbluzgał go przy wszystkich innych rycerzach królestwa. Jednak po śmierci starego króla wszystko się zmieniło. Jego kariera potoczyła się w takim tempie, że sam się dziwił. Nowy król nie lubił zbytnio pozostałości po służbie swojego poprzednika. Szukał bystrych ludzi , którzy będą mu oddani i posłuszni. Eegel nie czekał zbyt długo na dekret nadający mu tytuł lorda, kawał ziemi pod stolicą i najważniejsze nad kierownictwem straży miejskiej. W Myrgious strażnicy miejscy zajmowali się również strzeżeniem króla i jego dworu. Jednak nie podobało się to dla króla Andała i zmienił obowiązującą tradycję. Powołał Straż Królewską, a strażników miejskich zdegradował do stopnia młodszego konnego królestwa.
Jedynym obowiązkiem Eegla była piecza nad strażnikami miejskimi. Nie jest to trudne zadanie, więc lord Hanister w gruncie rzeczy nic nie robił, od czasu do czasu znieważył jakiegoś młokosa, wtrącił wieśniaka do lochu , czy też sprawdzał czy burdele w stolicy stoją na wysokim poziomie.
Czasami król zapraszał go na posiedzenia Rady , gdzie przedstawiał raport dotyczący bezpieczeństwa w mieście. Zawsze korzystał z okazji , aby podlizać się dla władcy. Jednak ten z biegiem czasu dorósł do pozycji jaką zajmował i nie brał pod uwagę komplementów jakich mu udzielano. Wiedział, że jedynie ludzie dla pieniędzy potrafią zrobić wszystko. Do takich ludzi właśnie należu Lord Hanister.





1 komentarz: