Jednym
ludziom lato kojarzy się z urlopami, innym z pracą za granicą i związanym z tym
zbieraniem truskawek w Hiszpanii. Lato 2016 roku naszemu bohaterowi kojarzy się
ze specjalnym wydarzeniem, które odbywa się cyklicznie, co trzy lata w różnych
częściach świata.
Tym razem los padł
na kraj naszego bohatera. Trzeba było opuścić ciepłe pielesze ojczystej wsi i
ruszyć na podbój południa kraju, a mianowicie do pięknego miasta - Krakowa. Jednak zanim Kraków, trzeba było
pojechać do Olsztyna, poczekać na autobus i pojechać do Nidzicy. Po co do tej
Nidzicy?
A po to, by poznać
się z innymi uczestnikami tego wydarzenia. Do tegoż miasta przyjechało dosyć
sporo ludzi z miasta Warmińskiego, zwanego Lidzbarkiem, gdzie hotel Krasicki na
zamku jest obecny. W zasadzie to z Lidzbarka przyjechało tylko kilka osób.
Pośród nich była pewna osoba. Nasz bohater postanowił wciągnąć ją do naszej
historii. I jak to było, że się zdarzyło?
A no tak:
Jak już
przyjechali wszyscy i przyszli do pokoju, trzeba było się jakoś zapoznać.
,,Jakoś'' jest to słowo kluczowe w pierwszej części naszej historii. Nasz
bohater, którego imię to Bartosz (w skrócie Bartek bądź Barney), zauważył naszą
bohaterkę, która ma na imię Gabriela (w skrócie Gab).
Gab weszła z grupą
tych ludzi. Była wyjątkowa. Od razu zwróciła uwagę Bartosza. Jako pierwszy
podszedł do niej, aby się przywitać.
-Cześć, jestem
Bartek.
-Cześć.
-Jak masz na imię?
-Gabriela.
Za oknami świeciło
piękne lipcowe słońce, które raziło w oczy, jednak dawało poczucie
bezpieczeństwa oraz przyjemne ciepło.
Zapytasz dlaczego
piszę teraz o pogodzie? Zwracam uwagę na pogodę, ponieważ na tym przywitaniu,
krótkim i szybkim zakończył się dialog.
Gab była ubrana w
koszulkę, oraz szorty. Wyglądała bajecznie i sympatycznie. Było w niej coś intrygującego, wyjątkowego,
na co zwrócił uwagę Bartosz. Były to włosy, przepiękne rude włosy.
Gab siedziała w
kącie, zapatrzona w swój telefon. Nic nie mówiła, tylko patrzyła. Jej oczy. Jej
oczy były, są i będą wyjątkowe.
Barney siedział i
próbował do niej dotrzeć. Chciał na nią patrzeć i podziwiać. Jednak było to
utrudnione, gdyż pokój był mały, a ludzi w nim dość sporo
Słońce powoli
zachodziło, zabierając ze sobą swoje ciepło. Nadchodziła noc. W nocy mieli
wyjechać autokarem na południe Polski. Grupa się rozrosła, więc Gab zniknęła z oczu Bartosza, który
chodził i zapoznawał się z innymi ludźmi.
Kiedy zapakowali
się do autobusu, ruszyli w podróż ku przygodzie i spotkaniu ze specjalnym
gościem.
Barney siedział z
przodu autobusu na drugim siedzeniu. Siadł z przodu, gdyż miał i ma chorobę
lokomocyjną. Zdziwił się, a nawet ucieszył, kiedy zobaczył, że siedzi za nim
Gabriela. Podczas podróży próbował zagadywać. Starał się nawiązać kontakt.
Niestety Gab odpowiadała zdawkowo i nie chciała prowadzić szczególnie długich
rozmów. Najwyraźniej była zmęczona.
Myślę, że zostawię
Cię drogi czytelniku z tym początkiem historii o nazwie dlaczego czarny? Jeżeli
Cię zainteresowała, to się cieszę.
Czas wrócić do pisania po pewnym czasie przerwy,
od ostatniego pisania wiele się zmieniło. Myślę, że w pozytywną i dobrą stronę.
Wróćmy jeszcze do przeszłości, a mianowicie do
tego wielkiego wydarzenia.
Były to trzy dni. Trzy długie i piękne dni. Mimo
deszczu padającego ostatniego dnia, mimo wielu kroków obdartych stóp (zwłaszcza
u Gab, o czym akurat nasz bohater nie wiedział, gdyż Rudowłosa z naszym ciemnym
blondasem wciąż nie rozmawiała). Dni mijały, a słowa wypowiedziane można było
wyliczyć na palcach dwóch rąk i dwóch stóp. Oczywiście takich naturalnych, a
nie zmodyfikowanych genetycznie, czy jakoś w inny sposób.
Kiedy tak nasi bohaterowie wracali z Krakowa,
wciąż ze sobą nie rozmawiali. Co więcej, blondas przesiadł się na tył autobusu
i śpiewał Disco polo. W jego życiu disco ponad wszystko, no chyba że na
horyzoncie pojawia się do wypicia coś z procentami lub coś do zjedzenia (o
średnicy mniej więcej 60cm).
Po całym tym spotkaniu w Krakowie, zaprosili się
na książko-twarzy do znajomych i ich znajomość, relacja czy cokolwiek
zaistniało, na rok się zaprzestało, w zasadzie trochę mniej niż rok, ale w
sumie to na rok. Tak, ustalmy wersję, że na rok.
Sierpień, wrzesień, październik, listopad deszcz
opadł, grudzień śniegu nie ma, styczeń mróz, luty ukradł mi buty. No i
przyszedł ten miesiąc, na który wszyscy czekali, mianowicie marzec, jaki ze
mnie starzec. W marcu nastąpiło coś, czego nikt się nie spodziewał. W pewnym gmachu,
na pewnej tablicy pojawiła się lista Kota. Ta lista pojawiała się co miesiąc.
Były na niej wypisane nazwiska i miejscowości większe i mniejsze. Jeden z ludzi
został zapisany do miasta Warmińskiego z zamkiem i hotelem tam, ale ów człek
nie chciał tam pojechać. Na jego miejsce został wysłany nasz blondas. Zgodził
się, bo dlaczego nie? Warto tam pojechać, gdyż głośno było o tym miejscu w
murach gmachu z betonu, gdzie z wifi jest problem. Nasz ciemny blondyn pojechał
tam na noc. Wyspał się i od poranka niedzielnego zaczął działać. O godzinie
12:30 słonecznego dnia niedzielnego, skąd inąd działał. W sumie było to przed
12:30. Gdy tak sobie chodził, przyszły do miejsca zacnego, świętego, młode
persony. Wśród nich była tam Ona. Tylko ona jedyna, co włosy rude ma. Przyszła
Gab. Nasz bohater przywitał się ze wszystkimi, przedstawił się i kiedy podszedł
do niej, powiedział: ,,A my się już znamy''. Takie to było spotkanie po prawie
roku.
Można powiedzieć, że ten krótki epizod nic nie
zmienił. Nic nie zdziałał. I to jest prawda. Znów od marca nie rozmawiali ze
sobą. On myślał, że ona go nie lubi. A ona? To trzeba zapytać naszej bohaterki.
Mijały kolejne miesiące. Kwiecień plecień, maj,
co dał raj, czerwiec, co ma szczerbiec i lipiec, co ma piec, bo jest tak ciepło
w lipcu.
W lipcu, w gmachu naszego znanego budynku, było
spotkanie rodzin wielu. I przyjechała na nie nasza bohaterka, aby zająć się
pociechami rodzin. Wcześniej był tam również nasz bohater. Jednak los tak
sprawił, że zbyt długo czasu nie spędzili ze sobą. Kiedy ona przyjechała, on
musiał już wyjechać. Była to ta sama Gab, ale trochę inna. Czerwone końcówki
włosów, jeszcze bardziej niż wtedy w Krakowie, przykuły jego uwagę. Skupił się
na niej. Była wyjątkowa. Jedyna w swoim rodzaju. Cicha i spokojna (wtedy jej
jeszcze dobrze nie znał). Nasz bohater dziwił się, że ktoś może nie jeść mięsa.
Właśnie Gab nie je mięsa. Był to szok dla Bartosza, co szuka kosza. Jak można
nie jeść mięsa? Teraz już wie, że bez mięsa da się żyć. Jednak w ich znajomości zaszła pewna zmiana,
otóż Gab dodała go na snapie. Zamienili ze sobą więcej zdań i słów niż przez
trzy dni w Krakowie.
Jednakże wypadałoby nadmienić jeden epizod w
życiu naszych bohaterów, mianowicie chodzi o pewnie wydarzenie, odbywające się
w kwietniu w znanym nam gmachu, podczas którego nasz blondasek udawał, że umie
tańczyć. Dla naszej bohaterki sprawiało to ogromną radość. Nie tylko dla niej,
gdyż oprócz niej świetnie się bawiły dwie, jak nie więcej dziewczyn z jej
bliskiego grona zwanego przyjaciółkami. Były to Z i D, dwie śmieszki, które
wespół z Gab, świetnie się bawiły parodiując Bartosza. Bartosza bardzo łatwo
jest sparodiować, każdy przecież potrafi machać ręką, kręcić bioderkiem i
skakać do góry jak kangury.
Przejdźmy do przełomowego epizodu naszego opowiadania.
Każda relacja międzyludzka wymaga woli i
zainteresowania dwóch stron, aby tę relacje kształtować i budować. Tych rzeczy
nie można odmówić naszym bohaterom. Oboje chcieli pielęgnować relację miedzy
nimi. Początki były trudne. Jak każde zresztą. Mimo że był Snapchat i
Messenger, to rozmów telefonicznych nie było bardzo długo. Pojawiły się one
dopiero po pewnym czasie. W zasadzie, pojawiły się za sprawą młodej blondynki o
pięknym imieniu, którego nie zdradzę. W sumie, to już to zrobiłem. Ów dziewczyna
to Zuz. Niektórzy złośliwcy i pan Bartosz mówią na nią Zus. Brzmi to strasznie,
każdy to przyzna. A jak do tego doszło? A tak, że Gab nocowała u Zuz. Wtedy to
Zuza rozmawiała z naszym bohaterem i w pewnej chwili poszła do łazienki.
Właśnie wtedy nasi bohaterowie zaczęli ze sobą rozmawiać. Na początku było
trochę drętwo i nieswojo, ale rozmowa to rozmowa. I tak sobie rozmawiali, a
potem się zaczęło.
Najpierw było puszczenie strzałek na dzień dobry
i pobudki. Później pojawiło się dzień dobry i hej. A następnie to rozmowy
poranne, to były prawdziwe rozmowy.
Relacja kwitła jak kwiaty drzew owocowych na
wiosnę. A propos wiosny. Wiosna ma swój klimat i każdy z nas niech sobie powie
jaki. Z tym was na razie zostawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz