Zastanawiałem się ostatnio nad śmiercią. Śmierć bardzo często budzi w nas ludziach lęk, niechęć a nawet odrazę. Boimy się jej. Niejednokrotnie ludzie nie chcę a nawet boją się rozmawiać o niej.
W naszym współczesnym świecie zjawisko śmierci stało się czymś powszednim tak jak jedzenie bułek na śniadanie. Media każdego dnia zalewają nas informacjami,że ktoś zginął w jakimś wypadku, czy został zabity przez jakiegoś szaleńca.
Śmierć jest momentem jest chwilą.Codziennie przybliżamy się do niej nieświadomie. Rodząc się rozpoczyna się niezależnie od nas proces umierania, który kończy własnie się śmiercią.
Jej zagadka nie została jeszcze do końca rozwiązana. Rodzi się, więc naturalne pytanie. Co stanie się ze mną po śmierci? Czy coś będzie się działo? Chrześcijanie wierzą, że po śmierci zacznie się nowe lepsze życie z Bogiem. Oprócz tej radosnej wizji Nieba, jest również wizja piekła. Zostawmy jednak sprawy religijne z boku.Nie każdy bowiem jest wierzący.
Ze śmiercią wiąże się również dla mnie zjawisko cierpienia. Cierpienia, które dotyka rodzinę zmarłej osoby. Zmarli wydają nam się być obojętni na nasze łzy. Leżą oni bowiem w bezruchu. Są jakby odseparowani od nas. Często wydaje nam się, że jedynie śpią i zaraz się obudzą. Jednak tak nie jest. Zmarli już się nie obudzą. Nie powiedzą do nas chodź do mnie i się przytul. Nie pogłaskają nas po głowie i nie ucałują. Są tak jak wcześniej mówiłem obojętni na nas.
Bardzo często rodzina nie uczestniczy już w przygotowaniu ciała zmarłego. Nie są ani przy ubieraniu zmarłego, ani przy wkładaniu ciała do trumny. Są niemymi świadkami tych wydarzeń. Zakłady pogrzebowe dwoją się i troją aby zaspokoić "potrzeby" rodziny i zmarłego.
Max Sheler powiedział o śmierci i umieraniu : " Rodząc się mamy przed sobą szeroki korytarz przyszłości a bardzo wąski wręcz znikomy. Z biegiem życia przeszłość zwiększa się a przyszłość robi się wąska. W momencie śmierci przyszłości praktycznie nie ma a przeszłość jest ogromna."
Wydaje się, że śmierć kończy relacje między ludźmi. Moim zdaniem tak się nie dzieje. Jeden z polskich filozofów powiedział: "Jeśli coś się kiedyś zaczęło nigdy się nie kończy, a jeśli się skończyło to nigdy się nie zaczęło." To stwierdzenie nie wymaga zbędnych tłumaczeń.
Często zdarza się tak, że w momencie śmierci ludzie wybaczają sobie jakieś błędy, nie porozumienia czy też waśnie. Czyjaś śmierć prowokuje nas do myślenia nad sobą i nad swoim życiem. Robimy wtedy rachunek z naszego bytowania na ziemi. Śmierć, więc nie jest jedynie czymś złym, czymś czego należy się bać. Owszem rodzi się w nas lęk. To jest jakoby naturalne i zrozumiałe. Każdy mieszkaniec naszej planety zetknie się ze śmiercią. Od nas zależy jak będziemy ją pojmować. Dla mnie śmierć jest zakończeniem pewnego etapu i zarazem rozpoczęciem kolejnego. Jako, że jestem chrześcijaninem wierzę głęboko w to, że moja dusza znajdzie się w Niebie. Było by fajnie spotkać swojego Stwórcę.
Na koniec moich rozważań chciałbym powiedzieć, że w tamtym roku uczestniczyłem w trzech pogrzebach. Pogrzebach osób mi bardzo bliskich. Każda ceremonia pogrzebowa, mimo ściśle określonej struktury, była dla mnie czymś innym i wniosła we mnie coś nowego. Jednak w mojej głowie i w moich myślach mam ceremonię pogrzebową z przed sześciu lat. Brałem wtedy udział w pogrzebie mojego ukochanego dziadka, z którym byłem bardzo związany. Myślałem , że nic mnie nie ruszy, że nie będę płakał. Jaki byłem głupi tak myśląc.W dniu pogrzebu, wylałem z siebie "hektolitry" łez. Nie wiedziałem, że potrafię tak płakać. Wraz ze śmiercią dziadka, zmieniła się relacja między mną a nim. Jednak ona się nie skończyła. Trwa nadal. Gdy jestem na cmentarzu zawszę idę na grób mojego dziadka i z nim rozmawiam. Rozmawiam z Nim nie tylko nad jego mogiłą. Gdy w lesie na wiosnę wschodziły takie ładne niebieskie kwiatki, zrywałem je i zanosiłem na Jego grób. Dziadek zawsze je lubił. Dlatego przynosiłem mu je. Dla kogoś mogła to być czymś dziwnym, ale dla mnie było to coś normalnego.
Śmierć to nie jest coś czego trzeba się bać. Powinnyśmy przygotowywać się do niej. Każdego dnia zbliżamy się do niej. Jest ona jak nasz cień. Zawsze nam towarzyszy. Bądźmy przygotowani na kres naszego ziemskiego życia, bo nie wiadomo kiedy cień postanowi wyjść na światło dzienne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz